Podsumowanie postu dr. Dąbrowskiej po pół roku!


To już jakieś pół roku temu zakończyłam na blogu serię dotyczącą mojej diety a raczej postu Dąbrowskiej.  Wiele osób mnie pyta jak tam po tej diecie z biegiem czasu, czy wróciły mi utracone kilogramy i czy już w końcu jem "normalnie". Więc jeśli jesteście ciekawe to zapraszam :)



Post przeszłam przełomem sierpnia a września - choć jak może czytałyście nie zakładałam, że przejdę całe sześć tygodni - udało mi się bo naprawdę bardzo tego chciałam!
Zdecydowałam się na wychodzenie nową metodą czyli przez ograniczenie węglowodanów a uzupełnianie diety zdrowymi tłuszczami. Do wychodzenia bardzo ostrożnie podchodziłam by nie popsuć osiągniętych efektów. Muszę Wam przyznać, że moim zdaniem post po jakimś czasie staje się łatwiejszy a etapy wychodzenia - powrót do jedzenia "normalnie" ale niezbyt szybko jest znacznie trudniejszym zadaniem! Są listy produktów dozwolonych i niedozwolonych ale trzeba się ogromnie pilnować by nie przedobrzyć jak już można jeść takie dobroci!

Samo stopniowe wychodzenie trwało u mnie jakieś 2-3 miesiące. Post zakończyłam końcem września a dopiero w grudniu byłam na tyle już "ustabilizowana" że w małych ilościach mogłam sobie pozwolić na wszelkie dobroci i już niekoniecznie takie zdrowe, dietetyczne. W końcu był to świąteczny czas gdzie nie sposób odmówić mamie domowych potraw. 💖


Moje wychodzenie:


  • Na początku "niby" trzymałam się całego protokołu wychodzenia ale niestety moją zmorą bardzo szybko stały się słodycze, na które coraz częściej sobie pozwalałam 2-3 cukierki dziennie uprzyjemniały mi poranki. Nie widziałam żadnych złych efektów ani różnic na wadze więc cieszyłam się, że mogę je jeść bez wyrzutów sumienia :)
  • Przez dwa miesiące po poście bardzo surowo podchodziłam do dozwolonych rzeczy i ich kompozycji w posiłku. 
  • Sama regularnie przygotowywałam sobie pieczywo z obiżoną ilością węgli a najprostsze smaki (chlebek z oliwą) zaskakiwały swoją dobrocią. 
  • Tutaj dla mnie hit - pokochałam awokado i teraz nie wyobrażam sobie jak wcześniej mogłam go nie jeść! 
  • Wprowadziłam ryby nawet 3-4 dni w tygodniu (w fazie wychodzenia)
  • Waga mimo podniesienia i ustabilizowania kaloryczności nie drgnęła w górę - więc cel został osiągnięty. 

Tego nie mogę pominąć:


  • Po poście bardzo cieszyłam się, że moje żylaki w cudowny sposób zniknęły... niestety już w fazie zdrowego i uważnego wychodzenia pojawiły się bardzo szybko z powrotem. 
  • Jeśli chodzi o skórę po wielu próbach i eliminacjach pewnych produktów z diety muszę stwierdzić, że u mnie nie występują żadne powiązania i to nie one wpływają na stan cery.
  • Włosy... niestety muszę to przyznać wszystkim - wypadają masowo! Po około 3 miesiącach od samego postu włosy znacząco wypadały a po miesiącu ich stan wołał o pomstę! Straciłam bardzo dużo na ich objętości i nie byłam w stanie tego zatrzymać, na szczęście już wszystko wraca do normy. 
  • Hormony? Pisałam Wam też, że post robię głównie zdrowotnie i, że zawsze miałam problemy z hormonami - potrafiłam mieć 4-krotnie wyższe wyniki od normy - Po ok. trzech miesiącach od postu byłam na badaniach a wszystkie wyniki były w normie ( bez żadnych leków!) niestety proporcje między nimi są w dalszym ciągu zaburzone. 

Po pół roku:


  • Do tej pory zwracam uwagę na produkty, które kupuję do spożycia ale jeszcze nie oszalałam i jeśli najdzie mnie ochota na coś nie zdrowego to po prostu to jem. 
  • Bardzo rzadko mam (nie pamiętam nawet kiedy) wszystkie niemiłe dolegliwości po jedzeniu i brzuch jak wiecznie rosnący balon.
  • Kawa - po tym długim czasie wróciłam do niej ale nie nałogowo - czasami piłam w pracy po południu, czasem zdarzyło mi się w weekend z mężem. Pozbyłam się jednak tego rytmu, że kawa na czczo na obudzenie musi być. 
  • I coś na co zapewne czeka każdy "wróciło Ci to już wszystko z nadwyżką, skoro wcinasz pizze?" Po pół roku przybyło mi ok 5-6kg. (przypomnienie na diecie schudłam ok 17kg)
  • W tym czasie zaczęłam znów brać tabletki z hormonami a gdzieś tam w małym stopniu mają one wpływ na organizm. Zaczęłam także ćwiczyć bardziej siłowo, więc tymi kilkoma kilogramami się nie przejmuję bo rozmiar ubrań wciąż pozostał ten sam - a chyba to właśnie to powinno być wyznacznikiem. :) 


Ćwiczenia - jak się do tego przemóc?

Ciężko zawsze zacząć, boimy się nowych rzeczy i odciągamy je w czasie - tak właśnie również jest z treningami i naszym odwiecznym postanowieniem "od jutra będę ćwiczyć". Sami już na początku się poddajemy co nie jest zbyt motywujące. Właśnie w takich momentach dobrym rozwiązaniem może być nawiązanie współpracy z trenerem personalnym. Taka osoba pilnuje nas, motywuje do działania, uczy jak ćwiczyć i dobiera odpowiednie treningi w zależności od efektu, który chcemy osiągnąć. Trening z trenerem to świetna sprawa zwłaszcza na początku naszej drogi, choćby po to by poczuć się pewnie w dążeniu do celów. Wielka siłownia może z początku przerażać i samemu ciężko jest zacząć wtedy właśnie trener jest cały czas przy nas jest naszym towarzyszem i nauczycielem. 
Jeśli już poruszyłam temat siłowni, treningów w walce o dobrą sylwetkę warto przygotować sobie dobry strój sportowy - mnie zawsze cieszy, gdy mogę założyć wtedy coś co mi się podoba. Zobacz najwygodniejsze legginsy sportowe.


Po takim podsumowaniu czas najwyższy na przypominajkę diety z pewnością już nie 6 tygodni ale dwa będą wskazane i wystarczające :D

EDIT  P.S. Będąc szczera właśnie jestem w trakcie drugiego tygodnia diety :) Odkryłam nowe super posiłki - chcecie troszkę? :)

Copyright © 2016 EWA FLUDER Mobilne Spa&Beauty , Blogger